Sport to nieodłączna część mojego życia. Zaczęło się od w-fu, szkolnych biegów na dystans, skok w dal, po wszelakie kursy tańca, które trwały rok, zwykle nie więcej, a może i mniej. W gimnazjum i liceum był Teatr Tańca, świetna przygoda, dużo ruchu i męczących (ale jak pozytywnie) treningów. W międzyczasie kilka aerobików, zawsze rower i rolki. Musiało się dziać. Nie brakowało badmingtona, była i nawet przygoda z tenisem, siatkówką - ale wszystko to było mały romans. Na studiach kontynuowałam przygodę z tańcem, ale długo trwały moje poszukiwania szkoły idealnej. A to za daleko, a to za drogo, a to zajęcia takie sobie, wciąż jakieś ale. Najdłużej wytrwałam ponad! rok w jednej, a treningi zostały uwieńczone naszym pięknym występem przed dość pokaźną [przynajmniej dla nas ;-)], publiką. Było fajnie.
